niedziela, 15 grudnia 2013

Bordeaux (high)lights

Na schodach Grand Théâtre de Bordeaux
Tym razem będzie krótko, zwięźle i nie na temat, bo w zasadzie chcę tylko pochwalić się świątecznymi iluminacjami w Bordeaux (w którym temperatura wciąż utrzymuje się na wysokości 10 stopni, co to więc za zima... nawet jeśli serwowane jest na jarmarku vin chaud!) i zapowiedzieć mojego dziwnego tripa w stronę domu, który zacznie się za 4 dni.
Place Gambetta
Zacznie się od Francji dewiacyjnej. Tuż po napisaniu ostatniego posta przytrafiło nam się z Agą parę ciekawych wypadków, które doprowadziły nas do wniosku, że z francuskim społeczeństwem nie wszystko jest w porządku.
o, coś takiego
Pewnego wieczoru, w okolicach północy wracałyśmy z imprezy na kampusie, kiedy w okolicach restauracji uniwersyteckiej zauważyłam ruch i zobaczyłam kogoś pomykającego po trawce w burce. Dziwne –
pomyślałam – i idąc dalej spojrzałam w bok raz jeszcze. Ku mojemu najszczerszemu zdumieniu postać przeobraziła się w masturbującego się ekshibicjonistę. Od tego czasu nie pokonuję sama po 22:00 trasy z tramwaju do akademika.

Bomba!
Tydzień później zapoczątkowałyśmy z kolei z Agnieszką tradycję wspólnych wypraw pod prysznice. A wszystko dlatego, że mamy już w samym budynku nie do końca normalnych chłopców odnajdujących przyjemność w podglądaniu dziewcząt pod prysznicem. Z niemałym narażeniem życia, bo co jeśli dziewczę kopnie w głowę spoczywającą na ziemi tak żeby oko zajrzało pod drewnianą ścianką. O dewiacjach byłoby chyba tyle.
choinka przy Cathédrale Saint André, skrząca się dzięki Google^^
W ostatnich dniach zaskoczyły mnie natomiast granice (a w zasadzie ich brak) uprawnień francuskich studentów medycyny i nietypowe zastosowania procedur medycznych. Nie wiem czy poza kasą i sprzętem istnieją wielkie różnice między tym co zaobserwowałam we Francji i w Peru. Okazuje się przy tym wszystkim, że Francja ma chyba najmniejszy w Europie odsetek pozwów o błąd w sztuce. Jest więc we Francji absolutnie normalne to, że student medycyny wykonuje punkcję lędźwiową po otrzymaniu ustnych instrukcji od stażysty. Jest normalne, że wykonuje też biopsję gruczołów ślinowych z powodu suchości w ustach oraz nowotworu i zapalenia stawów w wywiadzie. Dzień po zmasakrowaniu panu wargi okazało się, że pan z powodu w/w nowotworu płuc miał również profilaktycznie naświetlaną czaszkę, więc możnaby się zastanowić czy suchość nie jest spowodowana tym. Aha.
Do tego wszystkiego dołączmy jeszcze stażystkę z Clermont Ferrand z wyższością zwracającą się do studentów z Bordeaux, którzy z uwagi na swoją zbyt dużą liczebność nie doświadczą samotnych zatrzymań akcji serca. Ona podczas swoich studiów miała dwie sytuacje kiedy była absolutnie sama, a pacjent się zatrzymał. Miejmy nadzieję, że tak jej się tylko zdawało.
Z pewnością wrócimy wszyscy z Francji bogatsi o doświadczenie i umiejętności.
Ostatnio w Bordeaux miał też miejsce ciekawy festiwal, o którym chciałabym powiedzieć choć nie udało mi się na niego trafić. Był w zasadzie upamiętnieniem wydarzeń, które miały miejsce 30 lat temu i traktuje o nich film „La Marche”, który niedawno wszedł na ekrany francuskich kin (opis wydarzeń 1983 tu). 15 października z Marsylii (czyli teoretycznie jednego z najbardziej „arabskich” miast we Francji) wyszedł marsz 15 osób, który w momencie dotarcia do Paryża 3 grudnia liczył 100 000 osób. Był zainspirowany śmiercią wielu imigrantów z Afryki Północnej w starciach z policją i aktach o tle rasistowskim. To by było tyle o zintegrowanej Francji. Choć w sumie wystarczy pomyśleć o płonącym Paryżu, o którym cały czas przypomina mi Mateusz. 

Przy okazji poszukiwań na temat populacji „magrebiańskiej” na terenie Francji (obecnie liczba imigrantów z innych krajów Europy i świata – licząc osoby urodzone poza Francją, nie potomków imigrantów, których wciąż nie uznaje się z tego co widzę za Francuzów – wynosiła 7,2 miliona i 11,1% w 2010 roku) odnalazłam też rozprawę na temat „Roubaix jako jedynego miasta we Francji z muzułmańską większością”. Roubaix to partnerskie miasto Sosnowca i Tychów :D. Polska wikipedia uzupełniała moje wiadomości również o wzmiankę na temat sporej populacji rodaków w Roubaix.

Na koniec chciałabym się natomiast pochwalić swoim pierwszym występem jako muzyka. Nasza niewielka grupka początkujących djembistek wystąpiła w sobotę podczas spotkania bożonarodzeniowego dla dzieci pracowników Universite de Bordeaux II :] Posłuchać można tu. Przy okazji djembe mogę zauważyć kolejną ciekawą cechę Fracuzów. Przy całej swojej powierzchownej uprzejmości nie wahają się krytykować ludzi, którym coś nie wychodzi. W Polsce natomiast wszystko wydaje się być na odwrót. Tu normą jest, że nielepsze koleżanki z grupy, które w zasadzie wcale Cię nie znają, mówią całkiem serio "Keira, weź przestań grać, bo wszystko niszczysz" albo "że chyba Cię poniosło". 
Przed koncertem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz