 |
Tak powitał nas Portoroz |
 |
Czekamy, czekamy |
Dla urozmaicenia autobus, który miał
zabrać nas z Triestu do Kopru nie przyjechał. Powód? Święto w
Słowenii! Tym razem oni świętowali swoje oswobodzenie spod wpływu
różnego rodzaju imperialistycznych potęg mających chrapkę na
piękną Słowenię. Na szczęście świętował tylko autobus o 9:00
i 10:00, a ten o 11:15 pracował za nich wszystkich (i zabrał
łącznie z nami 3 pasażerów). Zostaliśmy wysadzeni przy wielkim
centrum handlowym w Koprze, o którym słyszeliśmy wiele od Włochów
jeżdżących tam na znacznie tańsze kręgle i myślałam, że to
żart, ale nie, to był ostatni przystanek (i jednocześnie
najprawdopodobniej zlokalizowany na parkingu supermarketu koprzański
dworzec autobusowy, ale może się mylę:p). W każdym razie
podążyliśmy w kierunku, który wskazano nam jako centrum miasta i
po pewnym czasie zaczęliśmy wątpić czy z tymi, którzy polecają
Koper jako miejsce ładne jest wszystko w porządku. Okazało się,
że jednak tak. Znaleźliśmy stare miasto, przekochanych ludzi w
informacji turystycznej, którzy bez problemu zgodzili się
przechować nasze plecaki i ruszyliśmy na podbój miasta (ucięty w
połowie w okolicach targu kiedy zaczęło porządnie lać).
 |
W sercu Kopru plac Tita |
Napiliśmy się więc kawy w knajpie u Milana, a resztę miasta
zwiedziliśmy biegiem w stronę plecaków gdzie została moja kurtka
przeciwdeszczowa. Myślę, że Koper można z czystym sumieniem
polecić jako ładne, małe miasteczko (chociaż na warunki
słoweńskie jest najważniejszym portem i siedzibą uniwersytetu
Primorska <3).
 |
Koper |
Wobec niesłabnącego deszczu
wskoczyliśmy w autobus i pół godziny później byliśmy już w
Portoroz, gdzie Agata (ta którą znacie z Gruzji :D) załatwiła nam
nocleg u dziewczyn, które robią w tym najważniejszym słoweńskim
kurorcie Erasmusa (są tam 2 wydziały - nawigacji i turystyki
uniwersytetu Primorska). Portoroz jest więc z rozmachem zabudowany wielkimi
hotelami z kasynami, a jedynym problemem jest tam - według mnie - komunistyczna myśl estetyczna, która betonowała plaże. Nawet
superluksusowy, nieco oddalony od miasta hotel Bernardin mogący poszczycić się własną
zatoczką dla jachtów dysponuje takim oto wynalazkiem.
 |
Tartinijev trg w Piranie |
 |
Mury obronne i nadbrzeże - Piran |
Domek dziewczyn (z którego na początku
czerwca będą musiały zniknąć, bo jego głównymi klientami są
„letnicy”) jest zlokalizowany na obrzeżach Portoroz dokładnie w
kierunku do którego zmierzaliśmy, czyli przy drodze na Piran.
Przespacerowaliśmy się do niego betonową plażą i nie rozczarował
nas. Jeśli znajdziecie się kiedyś w Słowenii, musicie tam
pojechać. Jeśli zwiedzacie urocze miasteczka Istrii i Dalmacji też.
Sami patrzcie. Jest przeuroczy, położony na cyplu i pełno w nim
małych, wąskich uliczek.
 |
Piran |
Wśród nich można znaleźć takie
perełki jak ulica Lenina. Podczas naszego objazdu fotografowałam
też w każdym mieście place i ulice Tita. Bo Tito we wszystkich
tych krajach został. Wszyscy opowiadali nam, że za Tita było
dobrze, lepiej niż teraz, a ludzie żyli w zgodzie. Tylko jedna
osoba, która wzięła nas na stopa powiedziała nam zdanie o tym, że
bywał brutalny dla przeciwników. A poza tym tęsknota i ulice i
place. Bo w dawnej Jugosławii – mówią – nie widzą potrzeby
odcinania się od historii i obsesyjnego zmieniania nazw ulic. System
był co prawda inny, ale nie można zaprzeczyć, że byli to ważni
ludzie (pragnę podkreślić, że w Sosnowcu jednak jest rondo
Gierka, który z naszego miasta pochodził, ale to chyba rzadki w
Polsce wyjątek).
 |
Prosto, że są wolne pokoje! |
Wracając jednak do Piranu, trzeba się
po nim powłóczyć. Pójść na cypel. A potem wspiąć na mury,
które przy odrobinie szczęścia (które tym razem mieliśmy) okażą
się darmowe – trzeba tylko pchnąć bramkę, żeby to sprawdzić.
Z murów roztacza się przepiękny widok na całe miasto. O, taki!
 |
Piran w pełnej okazałości |
Myślę że
warto byłoby też wejść na wieżę kościoła o ile to możliwe –
widziałam przepiękne zdjęcia głównego placu i starówki zrobione
najprawdopodobniej z niej. Wracając nauczyliśmy się raz na zawsze
czym jest i jak smakuje cevapcici, a resztę wieczoru spędziliśmy
szukając kolejnego noclegu.
 |
Na koniec nasz idol z Piranu, a my jedziemy do Chorwacji! |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz