Pisanie bloga to ciężka praca. Spędzam na
tym sporo czasu. Zwłaszcza kiedy cała napisana notatka kasuje się przez z nagła
aktualizujący się Windows. Dzięki temu jednak mam co robić kiedy na przykład
czekam na pranie, które przybędzie za 2 godziny do hostelu, który opuszczam.
Albo po prostu idę później spać.
 |
widok z hostelu na ulicę Meson de Estrella |
Stopniowo przyzwyczajam się do tłumów
turystów. Całkiem szybko mi to idzie. Okazuje się jednak, że ja nie jestem tak
częstym widokiem. Bo proszę ja Was jestem samotnym białasem płci żeńskiej. To
są dokładnie te cechy, które zapewniają mi niesłabnące zainteresowanie mężczyzn
w Ameryce Południowej. Mogę mieć tłuste włosy, śmierdzieć i być cała w kurzu. I
tak będę się podobać. Chciałabym cieszyć się takim powodzeniem w Europie. Dzięki
temu cały czas ktoś chce zorganizować mi wieczór. Tak jak na przykład dzisiaj
pewien chłopak wyszedł za mną z knajpy i szedł za mną, aż zatrzymałam się żeby
poszukać czegoś na mapie. Później odprowadził mnie na przystanek w nadziei, że
dostanie mój numer i zobaczymy się wieczorem.
 |
w tle kościół świętej Klary |
Jednak zjawisko to nie dotyczy tylko
kobiet. Taki Philip podczas swojego jedynego samotnego spaceru po Trujillo
również został zagadnięty przez dziewczę. Z tym, że dziewczę okazało się
prostytutką, która prosiła go o pomoc w opuszczeniu kraju. Inna motywacja, ale
fakt wzbudzania emocji jako samotny białas pozostaje.
 |
Plaza de Armas widziany z San Cristobal |
Sytuacja, która stała się inspiracją do
powyższego komentarza przytrafiła mi się w czasie obiadu, czyli w zasadzie pod
koniec mojego zwiedzania Cusco. W zasadzie większość zabytków zobaczyłam z zewnątrz, z uwagi na
opłaty za wstęp nawet w kościołach (w Limie jakoś nawet kiedy pisało w przewodniku,
że jest opłata nikt jej nie egzekwował). Pokusiłam się na jeden bilet – łączony
wstęp do klasztoru św. Katarzyny ze Sieny i Dominikanów. Wszystko z uwagi na
ten drugi, który powstał jako nadbudowa na inkaskej świątyni słońca, która miała
być największa i najwspanialsza w całym imperium. Podczas dostosowywania
klasztoru do potrzeb zwiedzających odsłonięto część starych murów.
 |
klasztor Santo Domingo |
W klasztorze
św. Katarzyny można natomiast obejrzeć teoretycznie broniącego miasto przed
trzęsieniami ziemi „Jezusa od trzęsień ziemi”. W okolicach wielkanocy obchodzi
(a przynajmniej robił to w przeszłości) całe miasto w procesji. Aby było choć
odrobinę zwiedzaniowo powiem, że odwiedziłam (przeszłam obok lub kuknęłam do
środka) jeszcze targowisko San Pedro i sporą liczbę kościołów – Santa Clara,
San Francisco, San Cristobal, La Compania, katedrę, La Merced, no sporo.
Wjechałam też na wzgórze na którym znów króluje biały Chrystus. Można tam zobaczyć
inkaskie ruiny - Qenqo i Sacsayhuaman, bilet znów kosztuje sporo – 70 soles za
4 miejsca. Z ruin schodzimy natomiast do kościoła San Cristobal z którego
tarasu roztacza się przepiękny widok na miasto, a w szczególności Plaza de
Armas. Po dzisiejszym zwiedzaniu stwierdzam, że Cusco można ogarnąć w jeden
dzień, zwłaszcza jeśli nie wchodzi się do zbyt wielkiej ilości muzeów. Jeśli
jednak chce się zobaczyć je i jeszcze więcej, czyli okoliczne atrakcje takie
jak Pisac, jego targowisko i ruiny, Ollantaytambo itd. potrzeba znacznie więcej
czasu :).
 |
inkaskie ruiny Sacsayhuaman |
Wybrałam się również zakupić bilet na
kolejny dzień do Santa Maria. Będzie to mój pierwszy segment w najtańszej
drodze do Cusco. I kogo spotykam przy wejściu na teren terminalu? Polską
rodzinę z dwójką dzieci. Od razu chciałam do nich dołączyć, ale okazało się, że
zamierzają nocować w Santa Marii, bo wiadomo z dziećmi - zwłaszcza jednym w
wózku - jest wolniej. Ale zamierzają tak jak ja iść przez 2 czy 3 godziny
torami. Kiedy później szliśmy razem w stronę centrum okazało się że podróżują
już 9 miesięcy i zamierzają wrócić do kraju w grudniu, po dobiciu roku. Byli w
Azji i przelecieli z Tajlandii do Argentyny. Z Buenos udali się do Patagonii,
stamtąd do Boliwii, a teraz są w Cusco. I wszystko z dwójką uroczych malutkich
blondyneczków.
 |
widok na miasto z San Cristobal |
Czy opowiadałam Wam już o dziewczynie, która na początku ciąży i
z niemowlakiem jeździła stopem? Jeśli Polak jeździ, bardzo często jest
hardcorem. Albo jak Ci faceci, których moi znajomi z Trujillo spotkali tu w
Cusco, którzy na motocyklach przemierzają całą Amerykę Południową. I nawet
jeśli wdrażamy w życie te wszystkie niestandardowe sposoby podróżowania z uwagi
na prawdziwy bądź urojony brak kasy lub skąpstwo faktem pozostaje, że jesteśmy...
fajni.
Dzisiaj opuściłam hostel po wyżej
wymienionym oczekiwaniu na pranie do 21 i dotarłam do mówiącej jedynie po
hiszpańsku znajomej kolegi z IFMSA. Ćwiczę, oj ćwiczę swój hiszpański.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz