Musicie mi wybaczyć tak długą przerwę. Po prostu albo
byłam zbyt zmęczona imprezami, albo nie działo się nic konkretnego co dałoby
się opisać. Zgromadziłam za to sporą kolekcję swoich spostrzeżeń i już nawet
nie wiem od czego zacząć. W latynoskie klimaty wprowadzi Was Daddy Yankee, a w
andyjskie William Luna.
przed wejściem do szpitala |
Poniedziałek był w zasadzie spokojną rozgrzewką przed
resztą tygodnia. W szpitalu jeszcze nie pojawił się nikt nowy, byłam więc
przede wszystkim z Charli, która tym razem wpadła na pomysł wypisywania zleceń
do kasy. W naszym szpitalu leczy się przede wszystkich biedniejszych ludzi i
trudniejsze przypadki, okazuje się, że pozostałe, prywatne szpitale mają się ponoć
o wiele lepiej (chociaż nasz blok operacyjny został w zasadzie oddany pół roku
temu i sam, zapominając o reszcie szpitala przedstawia się całkiem nieźle). W
związku z brakiem funduszy nasz szpital niedobory w igłach, gazach itp.
rozwiązuje po prostu wypisując pacjentowi kwitek do kasy (tudzież sklepiku),
gdzie może nabyć wszystkie niezbędne do wykonania procedury elementy. Przynosi
je w siateczce (częściej robi to jego rodzina) i można zaczynać. Bez pieniędzy
wszystko jest niesamowicie opóźnione, a i tak nie dostnie się zbyt wiele. O
tym, że najprawdopodobniej nie jest to absolutnym peruwiańskim standardem
dowiedziałam się kiedy (dopiero w 4 dniu moich praktyk!) trafił do nas pacjent,
który zaczął awanturować się, że przecież zapłacił już za konsultację. A o tym, że mimo przebywania w szpitalu i
obecności lekarzy ofiara wypadku może zostać odstawiona do czekania aż zjawi
się rodzina z pieniędzmi dowiedziałam się właśnie w poniedziałek. Kiedy
przyszłam akurat przyjęto staruszkę, którą potrącił samochód. Przywiozła ją
policja i jakiś rodzaj opieki społecznej. Nie znała numeru do rodziny, jedynie
adres (cud, że była przytomna!)sporo czasu zajęło więc jej sprowadzenie. W
międzyczasie załatano jej rozpłatany łokieć i ramię z dziurą głęboką na 4
centymetry. Zaklejoną gazą twarz odsłoniliśmy orientacyjnie kiedy już skończyły
się nici i można było jedynie czekać. Czekała więc bez słowa skargi z
odpadającym nosem i dolną wargą.
z Charli na bloku |
Właśnie takie kwitki zaczęła wypisywać i wręczać pacjentom
Charli, podpisując się i podbijając pieczątką losowego lekarza, który akurat
nieopacznie zostawił pieczątkę na SORze.
Następnego dnia pojawiły się nowe osoby, które na stałe
dołączyły do naszej grupy. W weekend przyjechała Carolina i Lucas z Brazylii,
mówiący przede wszystkim po hiszpańsku i portugalsku oraz Max z Austrii. Zjawił
się też Dominik, który w Trujillo był już od 3 tygodni i przyjechał na własną
rękę, bo na Erasmusie w Hiszpanii poznał chłopaka z Trujillo, który pomógł mu
wszystko załatwić.
Był to też mój pierwszy dzień na chirurgii i bardzo go
przeżyłam. Rano zjawił się na SORze dr Caballeros stwierdzając, że w zasadzie
powinnam podążąć cały czas za nim skoro jest moim tutorem. To naprawdę
niesamowite po Francji i Włoszech, gdzie albo nikt do mnie się nie przyznawał,
albo pomimo pracy w tym samym laboratorium i mijania się w drzwiach, windzie i
przy kawie nawet mi się nie przedstawił. Zaczęłam więc część chirurgiczną. I od
razu kazano mi się myć i ubierać, bo będę asystować. W Peru nie ma istniejącej
w całej Europie i Stanach funkcji „scrub nurse” czyli pielęgniarki operacyjnej.
Okazało się, że mam pełnić tą funkcję. Plus trzymanie haków, choć z hakami
radzą sobie na różne sposoby. Problem polegał na tym, że nie dość, że nie pamiętam
nazw wszystkich instrumentów po polsku to tym razem polecenia leciały po
hiszpańsku. Skończyło się na tym, że wszystko ostatecznie leżało w zasięgu ich
ręki na pacjencie.
Czekajcie, czekajcie! |
Jeśli homoseksualizm jest tabu, co oznacza środkowa flaga? |
Ale nikt nie okazał swojej irytacji, lekarka miała tylko
nieco chmurne spojrzenie. Przestraszyłam też nieco moją zatroskaną rodzinę,
która czekała na mnie z obiadem i wydzwaniała do mnie. A ja, jak zwykle, miałam
wyłączony głos i plątałam się po mieście zakładając, że jak zwykle odgrzeję
sobie później. Wchodzę, a przy stole chyba z 9 osób – wszystkie 3 siostry, brat
mamy, znajomi. Ci sami, których spotkałam poprzedniego dnia wieczorem. Te
obiady i gościnność jest tutaj niesamowita. Naprawdę codziennie kogoś mamy, a
kiedy pojawiły się wyniki egzaminu z chirurgii i okazało się, że zdał
mieszkający sam znajomy Fiorelli, który myślał, że po raz kolejny uwalił też
zaproszono go na obiad, żeby to świętować. Minusem obiadów w moim domu (bo
ponoć reszta Peruwiańczyków wcale tak nie je) jest to, że to jedyny i
podstawowy posiłek dziennie, który jest tak wielki, że pomimo ciągłego machania
sztućcami daję mu radę dopiero po godzinie.
Umarłam jednak kiedy szłyśmy na
imprezę i żeby posilić się przed nią postawiono przede mną młodszego brata tego
co jadłam raptem 4 godziny wcześniej. Niestety musiałam oprotestować go i
zadowoliłam się kanapkami, choć nie lubię marnowania jedzenia. Po prostu nie
mogłam, a to uczucie, którego myślałam, że nigdy nie doświadczę. Siedzę, patrzę
i nie mogę. Na podstawie obiadów i tego co słyszałam wyszłam z założenia, że
spożycie mięsa w Peru na osobę konkuruje ze Stanami. Nie wzięłam jednak pod
uwagę, że pomimo zwyczajów, jest coś co może ograniczać sporą część Peruwiańczyków –
pieniądze. Dzięki temu znalazłam ciekawy artykuł, do którego można wejść przez
zamieszczoną mapę.
Dobre serce przejawia się jednak nie tylko w przypadku
gości, których z resztą traktuje się tu nieco inaczej. U nas, kiedy już kogoś
zaprosimy, siedzimy z nim cały czas, planujemy co damy mu do jedzenia i
przywiązujemy do całego wydarzenia sporo uwagi. Do Fiorelli wpadają co chwila
znajomi i zawsze siedzi z nimi w głównym pokoju nie przejmując się znikaniem na
15 minut w celu na przykład wzięcia prysznica, kiedy gość zostaje sam przed
telewizorem albo z jej mamą.
Wracając jednak do dobroci, byłam naprawdę pod wrażeniem,
gdy szalona 27-letnia siostra Fiorelii (mająca 8-letnią córeczkę, z którą wciąż
mieszka u mamy) wróciła ze szkoły ze swoją córką (Malu) i jeszcze jedną
dziewczynką. Okazało się, że to zaniedbywane przez rodziców dziecko z
sąsiedzctwa, które Joanna wzięła żeby umyć i ogarnąć. Ubrała ją w ciuchy małej
Malu, która nie protestowała i wydawała się rozumieć sytaucję. Nie
oczekiwałabym tego od zbyt wielu polskich dzieci, choć w zasadzie słyszałam o równie
pozytywnych przypadkach u nas.
Plaza de Armas za dnia... |
W Peru odkryłam nowy, nieznany mi wcześniej problem. Problem
transportowy. W Krakowie, mimo mieszkania w centrum, a w zasadzie przez to,
spędzam na maszerowaniu w różne miejsca około godziny dziennie. Tutaj dystans 500
metrów to już daleko, ten kawałek trzeba więc podjeżdżać taksą. W związku z
tym, mimo że taksówki są niesamowicie tanie, jesteś w stanie wydać dziennie ze
20 zł na taksówki. Jest to jednak dobre na tak krótki okres czasu jak tydzień,
kiedy poznajesz miasto i kulturę. Dzięki temu można przeżyć niesamowitą
przygodę polegającą na wypadzie z dziewczętami do oddalonego 10 minut marszu
centrum handlowego taksówką. Po prostu Uptown Girls. Nic to, że wyprawa była po
skarpetki. Aby oddać sprawiedliwość całemu procederowi należy dodać, że
rzeczywiście w nocy wozi się taksami w celu ochrony przed grabieżą. Nocą akurat,
jak już wspomniałam, może to być obawa uzasadniona.
...i w nocy |
Wyprawa do centrum handlowego była wstępem do mojego
pierwszego wyjścia. Najpierw w 6 dziewczyn udałyśmy się na karaoke, gdzie z
uwagi na wczesną porę byłyśmy jedynymi klientkami. W pośpiechu wertowałyśmy grubą,
hiszpańską i znacznie chudszą, angielską książkę z dostępnymi hitami, ponieważ
kelner bezlitośnie ranił nasze uszy. Śpiewał, bo to co działo się w
knajpie, miało swoje nagłośnienie wychodzące na ulicę i zwracające uwagę „O
– tu jest karaoke”. Nie potrafił jednak śpiewać. Z karaoke udałyśmy się na
piwo, a ja (nie przewidując tego co wydarzy się w kolejne dni) obawiałam się,
że wracamy o 1:00, kiedy muszę rano stawić się w szpitalu. Usłyszałam też
piosenkę bardzo popularnego chilijskiego zespołu z lat 80. „Los Prisioneros” o wdzięcznym
tytule „Sexo”. Zaintrygowana tytułem, nie rozumiejąc absolutnie słów wyszukałam
je i ku swojemu zdziwieniu stwierdziłam, że są krytyką seksu jako dźwigni
handlu i idiotów, którzy na to idą. Tu można posłuchać.
Co gorsza w środę przed imprezą wszyscy nieopatrznie
wpakowaliśmy się na jego wykład o chirurgii laparoskopowej i układu
pokarmowego. W zasadzie od początku wiadomo było, że będzie to katastrofa, gdyż
nawet na plakacie było napisane po prostu „chirurgia laparoskopowa”. I nic
więcej (poza pełnionymi przez doktora funkcjami). On sam nie wiedział o czym
chcą żeby mówił. Nie zna też hiszpańskiego, choć myśli że zna. Połowę wykładu,
mimo stojącej dzielnie u jego boku studentki 2 roku (znającej hiszpański, ale
niekoniecznie dział medycyny o którym on mówił), przedukał więc w Spanglishu,
którego nie rozumieli ani Peruwiańczycy, ani ja. Całą imprezę uratowały
rozdawane między rzędami kawa i mini kanapeczki :D. A jakie wygodne mają fotele
na sali wykładowej!
Wchodząc na wykład każdy musiał złożyć podpis i podać swoje imiona i nazwiska. Wyglądałabym przy nich wszystkich (z dwoma nazwiskami, jedno po matce, drugie po ojcu) tak ubogo, że podpisałam się tym co mam, czyli dwoma imionami. Muszę pomyśleć nad pisaniem trzeciego następnym razem.
Wchodząc na wykład każdy musiał złożyć podpis i podać swoje imiona i nazwiska. Wyglądałabym przy nich wszystkich (z dwoma nazwiskami, jedno po matce, drugie po ojcu) tak ubogo, że podpisałam się tym co mam, czyli dwoma imionami. Muszę pomyśleć nad pisaniem trzeciego następnym razem.
Jedna z moich ulubionych mozaik |
Środa była też dniem mojego wielkiego bulwersu, kiedy
dopadła mnie chwila zwątpienia co do tego czy kiedykolwiek uda mi się zrozumieć
„Południe”. Obawy te nachodzą mnie w zasadzie od mojego wolontariatu we
Włoszech 4 lata temu. Czasem nie potrafię po prostu zrozumieć ich toku
rozumowania, niektórych wniosków i założeń. W środę na przykład szukaliśmy się
przez 15 minut w tym samym miejscu. Najpierw moi towarzysze spóźnili się
(normalnie też bym to zrobiła, ale to był wykład), później nie potrafili mnie
znaleźć. Cały czas czekałam przed wejściem na teren uniwersytetu. Głównym, przy
av. America Sur. Przy tej ulicy nie ma innego. Słyszałam nawet w słuchawce te
same odgłosy klaksonów, ale dalej twierdzili, że na pewno nie mam pojęcia gdzie
jestem i się zgubiłam. 15 minut. Okazało się, że nie pofatygowali się o
przejście bezpośrednio pod bramę, stali więc po przeciwnej stronie ulicy,
bardzo ruchliwej ulicy. Mogli więc widzieć bramę, ale nie ludzi przed nią. Zauważyłam
ich ja. Byliśmy spóźnieni, ale to nie stanowiło ponoć problemu, bo na Południu
zawsze zaczyna się z poślizgiem. Wykłady też? Nawet rzeczy które chcesz jak
najszybciej skończyć?
tu jedna z dziwniejszych |
Myślałam, że po przeszkoleniu z Włoch jestem już w
zasadzie zupełnie odporna na płynność czasu. Dwie godziny czekania w zwarciu i
pełnej gotowości do wyjścia na imprezę zakończone informacją, że chyba nie
idziemy, bo nikt się nie odzywa uświadomiły mi jednak jak wiele wciąż dzieli mnie
od buddyjskich mnichów. Wkurzyłam się, powiedziałam Fiorelli co o tym wszystkim
myślę, bo uważałam, że od początku nie chciała iść o czym mogła poinformować,
kiedy wszyscy jechali na imprezę bezpośrednio z wykładu (później miałam wyrzuty
sumienia) i załatwiłam sprawę w ciągu 10 minut. Wystarczyło zadzwonić do osoby,
która wiadomo, że zabrała komórkę. Stanęło w zasadzie jednak na tym co mówiła
Fiorella. Impreza niby już trwała, ale i tak rozkręciła się dopiero koło
północy, nikogo nie obchodził szpital następnego dnia (i też nikt poza mną się
w nim nie zjawił). Wyszłyśmy w zasadzie jako ostatnie i dotarłyśmy do domu o
6:30. Wstałam po 2 godzinach snu i zastąpiłam omdlałą Amerykankę na hakach.
Zasadniczy postęp w stosunku do mdlenia podczas praktyk pielęgniarskich na
pierwszym roku.
Calle Pizarro |
Czwartek był dniem pod znakiem IMPREZY. Ale imprezy w
dyskotece, na którą trzeba się porządnie przygotować. Na przykład kupić nową
sukienkę (Fiorella zrobiła to już na spokojnie we wtorek). I buty. I kolczyki,
sztuczne rzęsy, bransoletki, lakiery. Wszystko nowe. Na każdą imprezę w
dyskotece. Ja kupiłam sobie kolczyki, bo jak tu się oprzeć ulicznemu sprzedawcy
z biżuterią za 3 soles. W dyskotece zjawiłyśmy się o 23, chociaż spotkanie
przed nią umówione było na 22:30. W środku okazało się, że nikogo nie było i
tym razem to Fiore była trochę wkurzona na mnie, że wyszłyśmy za wcześnie. Taki
południowy timing. Nie wiedzieć czemu stresowałam się całym wyjściem, patrząc na wszystkie te przygotowania i obawiając, że będę w moim
stroju znacznie odstawać od reszty towarzystwa. Była na szczęście spora grupa
obcokrajowców ubranych w znany mi sposób. Peruwianki były natomiast, podobnie do
Fiorelii, w obcisłych kreacjach tuż za pupę i butach z platformą i kilometrowym
obcasem, w których marzysz o pampersie, żeby nie musieć chociaż iść do toalety,
nie mówiąc o tańczeniu.
Przy całej tej śmiałej stylizacji zwyczaje pozostają dość konserwatywne, jeśli więc prześpisz się z kimś cały rok (bo jesteśmy wśród samych studentów medycyny) dowie się o tym i okrzyknie Cię puszczalską. Zaczynam mieć powoli wrażenie, że panuje w naszym świecie taka ogólna zasada, że (spośród tych które już zjawiają się na imprezie) im bardziej kokieteryjny strój, tym mniejsze szanse na one night stand. Być może się mylę.
Przy całej tej śmiałej stylizacji zwyczaje pozostają dość konserwatywne, jeśli więc prześpisz się z kimś cały rok (bo jesteśmy wśród samych studentów medycyny) dowie się o tym i okrzyknie Cię puszczalską. Zaczynam mieć powoli wrażenie, że panuje w naszym świecie taka ogólna zasada, że (spośród tych które już zjawiają się na imprezie) im bardziej kokieteryjny strój, tym mniejsze szanse na one night stand. Być może się mylę.
kościół św. Franciszka |
Nie wiem w jaki sposób dyskotece się to opłaca, ale do
00:30 cosmopolitan i wódka z sokiem były za darmo. Trzeba było więc uwinąć się
z wprawianiem w nastrój co też niezwłocznie uczyniłyśmy. Tym razem spałam 4
godziny, ale sumując dwa ostatnie dni wychodziło 8h/2 doby co sprawiło, że już
dzisiaj byłam chodzącym zombie. Kiedy zjawiłam się w szpitalu dziękowałam
Bogu, że jest laparoskopia, a ja mogę siedzieć na krzesełku i tępo patrzeć się
w ekran. Mój słuch doszedł do siebie dopiero dzisiaj, rano bałam się wręcz, że
to już trwałe uszkodzenie – po polskiej imprezie dochodzę do siebie po 15
minutach. Kolejną zabawną sprawą związaną z imprezami tutaj jest donoszenie o
nich na facebook’u. Gdziekolwiek nie wyjdziesz, musisz o tym napisać na fejsie,
oznaczyć miejsce i wszystkich znajomych. W moim świecie (nie chcę mówić „w
Europie” czy „w Polsce”, bo u nas niektórzy też to robią ;)) trend jest inny i
zostałam dziś zmuszona do popełnienia zamachu na moim facebookowym image. Taka
moja mała tragedia. Fiorella zmusiła mnie, żebym wrzuciła nasze zdjęcie
zrobione przed wyjściem na dicho i oznaczyła ją. I oznaczyła też na zdjęciach
innej dziewczyny, do których nie ma dostępu. I czemu nie oznaczam siebie?
W miarę odkrywania Trujillo i jeżdżenia autobusami
dowiaduję się też więcej na ich temat. Zauważyłam na przykład, że kierowcy
siedzą na stelażu poprzeplatanym miękkim drutem, który stanowi prowizoryczne siedzenie.
W każdym autobusie, poza kierowcą jest też instytucja nawoływacza,
wykrzykującego co 100 metrów kierunek, wpół wychylonego przez ciągle otwarte
drzwi. Pomaga też wpakować się co wolniejszym pasażerom wnosząc za nimi siaty
i dzieci.
Okazało się niestety, że jest jeden minus zatrzymywania busów machnięciem ręką, co przytrafiło mi się dzisiaj. Tak się składa, że na dwupasmowych ulicach mogą Cię nie zauważyć, kiedy na twojej wysokości akurat wykonują manewr wyprzedzania. I czekaj dalej!
Okazało się niestety, że jest jeden minus zatrzymywania busów machnięciem ręką, co przytrafiło mi się dzisiaj. Tak się składa, że na dwupasmowych ulicach mogą Cię nie zauważyć, kiedy na twojej wysokości akurat wykonują manewr wyprzedzania. I czekaj dalej!
przed imprezą |
Z nowych odkryć, dzisiaj jadłam przysmak
podawany od święta – mięso z kozy. Czy to nazywa się kozina?
Będąc już przy
zwierzętach chciałabym powiedzieć słówko o wdziankach psów. To nie jest tak, że
moja rodzina jest szalona i dlatego codziennie każda z jamniczek ma inne
ubranko. To zjawisko ogólnokrajowe myślę. Nawet sporym psom wyglądającym na
bezpańskie zdarza się mieć przykrótką narzutkę.
Godne uwagi są też zagadnienia językowe. Narazie nie
doszłam przyczyn tego, dlaczego połowa imion tutaj to Angie, Brenda, John
(chociaż ulica JP II nazywa się Juan Pablo II, więc to imię istnieje) itp.
pozostaje to jednak faktem.
Dowiedziałam się też, że mojego pierwszego dnia nie podano
mi adresu „nazwa dzielnicy, numer kwartału, numer budynku” bez nazwy ulicy
(która swoją drogą istnieje), żeby utrudnić mi życie lub dlatego, że ktoś niekoniecznie
ma kontakt z rzeczywistością. Jeśli podasz taki adres taksówkarzowi on naprawdę
Cię pod niego zawiezie, a kwartały są mniej więcej poopisywane. Wciąż tego
jednak nie rozumiem i wolę zostać przy korzystaniu z nazw ulic.
- A co jeśli pies jest płci męskiej? - Jak to co? Nosi męskie ubranka. |
Moim dzisiejszym odkryciem jest natomiast odszyfrowanie
nurtującego (i irytującego) mnie od dawna południowoamerykańskiego ”jajajajajajaja”.
Ponieważ w IFMSA jest sporo osób stąd, „jaja” często pojawiało się na facebook’u
w komentarzach, a dla mnie było jakąś skończenie idiotyczną wstawką. Okazuje
się, że oznacza to „haha”. Bo przecież w hiszpańskim „j” wymawiamy jak „h”, a „h”
jest nieme. A nikt nie chciałby chyba śmiać się „aaaaa”. Świat nabiera sensu
;).
A jeśli chodzi o miasto? Nie udało mi się niestety dotrzeć
do Chan Chan ani Huaca del Sol y de la Luna. Wykonanałam natomiast parę
spacerów w drodze ze szpitala, fotografując mur otaczający Uniwersytet w
Trujillo i przedstawiający historię Peru oraz - mam wrażenie - dość losowe
obrazki. Możecie je zobaczyć powyżej :). Znalazłam też tutejszy deptak – calle Pizarro, gdzie nie ma ruchu
drogowego, a kamieniczki przeszły renowację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz