Tym razem naprawdę wprowadzam w czyn życie na lotnisku, a wpis będzie nieco Tweet’owy.
Miejsce akcji: Arturo Merino Benitez, Santiago de Chile
10:30 – nieśmiało oglądam lotnisko, orientuję się w cenach
autobusów do centrum i przechowalni bagażu.
11:30 – wracam do idealnego miejsca na mój obóz. Okazuje
się, że posiada nawet kontakt! Za ścianą jest knajpa z internetem, w której
może zjem obiad, zyskując internet.
11:40 – próbuję uczyć się hiszpańskiego.
12:05 – budzi mnie przeuroczy emerytowany nauczyciel
historii z Valparaiso, który przyszedł ładować komórkę. Nie zraża się tym, że
nie znam hiszpańskiego i ucinamy sobie pogawędkę (hiszpańsko – angielsko –
wszystko co wydaje mi się podobne do hiszpańskiego). Pan odchodzi, a ja czuję
się nareszcie zmotywowana do nauki :p
13:40 – nie daję rady, idę szukać kawy
14:00 – z kawą jest internet!
19:05 – kończę oglądać „Smak życia”, czyli całkiem niezły
film Cedrica Klapischa o Erasmusie, + Romain Duris, którego można też zobaczyć w
„Gadjo dilo”
19:30 – po posiłku złożonym z 2 hot-dogów i napoju (całość
załatwiona po hiszpańsku!) wracam do bazy i stwierdzam ku swojemu zdziwieniu,
że czarna masa podnosząca się ziemi nagle zaczyna śpiewać i jest modlącym się
muzułmaninem. Trzeba przyznać całkiem nieźle to brzmi. A jeszcze pół godziny
temu myślałam: „O! W przeciwieństwie do Europy to jest miejsce w którym na bank
nie zobaczę nikogo z kręgu islamu” (bo akurat Chińczycy są tu częstym widokiem,
jak wszędzie)
01:44 – budzę się po 5,5 godzinach porządnego snu. Okazało się, że ciemna masa była jednak człowiekiem nie do końca normalnym, po pewnym
czasie jednak się uciszył. Dokładnie w momencie, w którym dzieciaki tuż przed moim
krzesłem bawiły się w wystrzeliwanie robota i gonienie go. Mimo wszystkich
przeciwności naprawdę spałam! Jest super bezpiecznie – albo są tu ludzie albo
służby porządkowe, które każą mi spać spokojnie :] Nikt nie wyciąga mnie za
fraki i wyrzuca przed terminal, jak to zdarzało się niektórym we Włoszech i innych miejscach.
![]() |
a te ziomeczki mnie po prostu oczarowały |
04:00 - otwarte nadawanie bagażu. Kolejka...
04:30 - dowiaduję się, że bagaż muszę odebrać w Limie i nadać go ponownie.
04:32 - już myślałam, że zgubiłam kartę wyjazdową, ale na szczęście znalazłam, więc tym razem nie powiem czym taki postępek skutkuje. Kolejka do odprawy paszportowej...
05:46 - czekanie na boarding. Chilijska telewizja pokazuje obszerny materiał o rychłej kanonizacji JP II.
10:00 (czasu peruwiańskiego) - lądujemy w zakrytej chmurami Limie. Peru ma kolor brązowego kurzu.
![]() |
Benvenido a Trujillo! |
![]() |
chipsy bananowe... tylko czemu słone? |
Aż doleciałam do Trujillo. Już myślałam, że budynek lotniska też jest z cegły adobe, ale jednak po wyjściu okazało się, że czeka zwykły terminal. Tylko taki pequeno. W życiu nie byłam na mniejszym :). Czekałam na Fiorellę, u której będę mieszkać zasypywana tysiącami ofert taksówek. Wreszcie zjawiła się, ale nie sama lecz z całą ekipą powitalną składającą się z mamy, Fiorelli, Malu (8-letnia siostrzenica) i jamnika. Mam też już za sobą swój pierwszy namiętny pocałunek na kontynencie południowo-amerykańskim. Z jamniczką, która cały czas wychylała się z nad mojego ramienia wystawiając pyszczek przez okno. Jechałyśmy przez okolice, które w niczym nie przypominały Europy. To musiała być Ameryka Południowa ;). Na dokładkę
przejechałyśmy koło ruin Chan Chan. Zjadłyśmy obiad, przed którym odbyła się regularna modlitwa. Taka jak u nas przed wieczerzą wigilijną. Teraz - ponieważ u mnie w pokoju nie łapie internet - siedzę ze wszystkimi i słucham jak Malu ćwiczy prezentację na temat układu krwionośnego na jutro, a w telewizji leci konkurs. Konkurs dość osobliwy. Polega na tym, że kolejno pary kobieta + mężczyzna, ubrani w stroje jak do zapasów wchodzą na naoliwiony tor. Muszą go pokonać nie upuszczając trzymanego między swoimi ustami owoca. Każda para ma inny, jest pomarańcza, brzoskwinia, chyba nawet marchewka. Jak dla mnie przebija to Japończyków albo przynajmniej jest na podobnym poziomie. Z resztą dziś w gazecie linii lotniczej przeczytałam, że Lima jest ostoją fanów K-popu. Coś więc w tym porównaniu może być.
![]() |
Malu i Kirsha |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz